Odwaga – sztuka panowania nad lękiem

Mój artykuł dla polonijnego magazynu „Sami Swoi” – wrzesień 2022

W szkole nie uczy się nas zbyt wiele o naszej zwierzęcej naturze i jej konsekwencjach w postaci różnych naszych reakcji. Ważniejsze są jamochłony, budowa roślin okrytonasiennych czy rodzaje szyszek niż to, jak np. w naszym organizmie powstaje lęk, jak bardzo jest powszechny i jak wiele możemy stracić w życiu zarówno w kwestii zdrowia, jak i okazji do lepszego życia, gdy nie potrafimy nim odpowiednio zarządzać. Lęk lubi wzmagać się jesienią, która za pasem. I właśnie dziś będzie o lęku. O lęku, który jest wszędobylski, niejednokrotnie zachłannie zabierający radość z życia i wyzwań, a do tego notorycznie lekceważony!

​Prawie ¾ populacji żyje z lękiem

W badaniach przeprowadzonych w Polsce jesienią 2020r. przez Uniwersytet Medyczny im. Powstańców Śląskich we Wrocławiu, u 71% ankietowanych wynik wskazał na obecność objawów lękowych w różnym stopniu jego nasilenia. Oznacza to, że większość z nas odczuwa lęk! Prawie połowa, bo aż 44% respondentów otrzymało wynik wskazujący na podejrzenie zespołu lęku uogólnionego, czyli chronicznego, chorobliwego poziomu lęku związanego z ciągłym niepokojem, który związany bywa m.in. ze wzmożonym napięciem mięśni, drażliwością, zaburzeniami snu, poczuciem ciągłego zmęczenia oraz trudnościami ze skupieniem uwagi.

Lęk to nie tylko uczucie podenerwowania lub niepokoju, zamartwienie się, obawy, że coś złego się stanie, trudności w odprężeniu się czy niepokój, przy którym trudno usiedzieć. Lęk objawia się również dużo dyskretniej i często w ogóle wtedy nie kojarzymy z nim tych objawów. Należą do nich na przykład szumy w uszach, suchość w gardle, wysuszone oczy, chroniczne zmęczenie, mroczki przed oczami i wiele innych objawów, o których szkoła nas nie uczy! I nie przyjdzie nam do głowy, że w ten sposób organizm radzi sobie z jakimś lękiem, co w dłuższej perspektywie prowadzi do pogorszenia funkcjonowania organizmu.

​Jesteśmy mistrzami znieczulania lęku

A to bardzo niedobrze, bo lęk ma to do siebie, że sam w sobie jest trudnym doświadczeniem. Od zarania ludzkich dziejów był trudnym doświadczeniem, gdy walczyliśmy z tygrysami szablozębnymi… od naszej własnej kołyski był równie trudnym doświadczeniem, gdy jako bardzo małe dzieci nie potrafiliśmy sobie poradzić z lękiem przed utratą opieki i bezpieczeństwa. Dlatego nauczyliśmy się wielu różnych mechanizmów, by lęk uśmierzać, znieczulać, odcinać się od niego, ignorować, chować go gdzieś głęboko w sobie i udawać, że odszedł w niebyt.

Wydawać by się mogło, że chodzi tylko o lęk, który czai się w głowie i o jakąś nowomowę psychologiczną. Nic bardziej mylnego, bo zwierzęcej natury lęku oszukać się nie da. Gdy powstaje lęk, jego energia płynie po naszych złączach. Lęk, którym nie potrafimy zarządzić, ma siłę niszczycielką i przekłada się na gorsze działanie wielu różnych układów organizmu. Ten lęk jest niczym wzmożone napięcie w obwodzie. I gdy nie zrobimy z nim konstruktywnie porządku, wtedy odkłada się i przepala nasze styki, prowadząc do zaburzeń, a z czasem chorób. Coraz więcej badań mówi o tym, że lęk prowadzi do zespołu suchego oka, do zespołu jelita drażliwego, do migreny, do wrzodów i powoduje szereg innych objawów.

​Daj uwagę lękowi, a zniknie

A tak niewiele trzeba, żeby sobie pomóc. Żeby zacząć bardziej świadomie przyglądać się lękowi. W coachingu czy terapii zorientowanej na rozwiązania mówi się, że to, czemu dajemy uwagę, wzrasta. Czyli innymi słowy rzeczy karmione naszą uwagą stają się większe, ważniejsze i nabierają większej rangi. Dlatego do pewnego momentu nie karmimy uwagą złych zachowań dzieci, by ich nie wzmacniać, tylko ignorujemy je po to, by nie nagradzać dawaniem swojej energii tego, co nie jest optymalne. Inaczej ma się sytuacja z emocjami, a szczególnie z lękiem. Otóż w tym wypadku jest zupełnie odwrotnie.

Jest tak, że lęk, który zauważamy w ciele nie tylko nie wzrasta, ale lęk, któremu dajemy uwagę, zmniejsza się! Tymczasem mamy w sobie tak zastane mechanizmy ignorowania swojego lęku, że nie zdajemy sobie z niego sprawy i nie potrafimy mu dać przez to uwagi, bo go nie rozpoznajemy. Do mnie na sesje często trafiają klienci, którzy nie potrafią powiązać swojego stanu psychofizycznego z odczuwaniem widocznego u nich lęku. Nie czują połączenia między lękiem w organizmie, a swoim stanem fizycznym. Między chronicznym lękiem, a na przykład poceniem się rąk i okolic pod pachami. Między lękiem, a szumami w uszach. Między lękiem a narastającymi problemami z pamięcią i koncentracją. W ich rozumieniu, winny bywa wiek, choroby, zmęczenie czy stres.

​Zrozumieć naturę lęku

U takich osób dopiero na sesjach powoli odbudowujemy świadomość procesów toczących się w ciele. Klienci uczą się, że lęk przebiega przez ciało w kilku fazach. Że dwie pierwsze są naturalne i z nimi organizm może sobie poradzić. Te dwie pierwsze to lęk, który uruchamia mięśnie poprzecznie prążkowane i aktywuje część układu nerwowego o nazwie układ sympatyczny. Trudniej robi się, gdy lęk dociera do głębszych warstw naszego jestestwa. Gdy wpływa na tzw. układ parasympatyczny i naszą percepcję. Wtedy słyszę często, że klient nie odczuwał lęku w pierwszych fazach jego rozprzestrzeniania się po organizmie. A tak nie jest, bo to oznacza, że nauczył się skutecznie lęk ignorować!

Prawda jest taka, że u wszystkich ludzi lęk podąża tymi samymi topami. To oznacza, że bez wyjątku każdy z nas ma taką samą ścieżkę lęku. Owszem – tkanki przewodzą w indywidualny sposób impulsy, uruchamia się nieco inny koktajl hormonów – natomiast droga lęku w naszym organizmie jest zawsze taka sama. I jeśli nie mamy kontaktu z tym, co dzieje się na pierwszych jej etapach, a są nam znajome etapy kolejne, oznacza to, że lęk, który odczuwamy, jest chroniczny i ma moc destrukcji w naszym organizmie, bo chronicznie nauczyliśmy się go nie zauważać. Wtedy warto popracować nad tym, by być bardziej świadomym reakcji lękowych, nim dokonają spustoszeń w zdrowiu. Dlatego tak ważna jest edukacja w tym zakresie.

​Lęk, który porusza nasze mięśnie

Pierwszym wskaźnikiem intensywności lęku jest rozprzestrzenianie się i magazynowanie napięcia w mięśniach poprzeczne-prążkowanych. Lęk biegnie od ust oraz kciuków, przez dłonie, przedramiona, ramiona, by następnie objąć klatkę piersiową i żołądek. Przy niskim poziomie lęku, reagujemy nerwowymi ruchami dłoni, skubiemy skórki czy paznokcie, kręcimy długopisem, rysujemy bezwiednie szlaczki. Z tym poziomem lęku organizm jeszcze dobrze sobie radzi.

Lęk, który rozprzestrzenia się dalej, trafia przez klatkę do żołądka, powodując np. znany wielu osobom ucisk, a stąd do układu sympatycznego – wtedy czujemy suchość w ustach i gardle, suchość oka, pocimy się pod pachami, pocą się nasze dłonie. Miewamy też zimne dłonie, rumieńce, serce bije szybciej, mogą pojawić się dreszcze. Organizm przygotowuje się do zwierzęcej reakcji – uciekaj albo walcz.

​Lęk, który potrafi niszczyć zdrowie

Na kolejnym etapie, gdy do tej pory nie zarządziliśmy jeszcze naszym lękiem, dochodzi do reakcji w tzw. układzie parasympatycznym. To oznacza, że lęk mości się jeszcze głębiej w nas, co jest już destrukcyjne dla naszego zdrowia. Mogą pojawić się zamroczenie, senność czy zawroty głowy. Charakterystyczne dla tej fazy jest poczucie nóg jak z waty, a także zaparcia, rozwolnienie, parcie na pęcherz oraz nadmierne wydzielanie kwasu żołądkowego, skutkujące zgagą lub nadkwasotą. Mogą pojawić się nawet omdlenia.

Gdy lęk zawłaszczył sobie te ścieżki i porusza się po nich niczym po autostradzie w naszym organizmie, istnieje duże ryzyko, że z czasem pojawią się choroby somatyczne. Część z nich nazywamy chorobami cywilizacyjnymi, bo nasza cywilizacja nie najlepiej radzi sobie ze stresem, którego ważnym czynnikiem jest właśnie nieumiejętność regulacji lęku lub nieprawidłowa regulacja lęku.

​Gdy lęk dostanie się „do głowy”

Z czasem, gdy nie potrafimy zapanować nad lękiem na poziomie fizycznym, ten wymyka się spod kontroli i zajmuje kolejne aspekty naszego funkcjonowania – lęk w tej fazie przejawia się w postaci zaburzeń na poziomie tzw. wzorców poznawczych i percepcji.

Na poziomie procesów myślowych, to niespójne, przyspieszone czy opóźnione – generalnie chaotyczne myślenie. Na poziomie zakłóceń dotyczących treści myślenia – to problemy z orientacją w kwestii czasu, miejsca i osób. Za poziomie zakłóceń percepcji to zmiany w ostrości widzenia czy słyszenia, a także zawężone widzenie, czyli tzw. widzenie tunelowe oraz mroczki przed oczami. To również szumy uszne charakterystyczne dla nieprawidłowej regulacji lęku, a także dysocjacje – czyli białe plamy w pamięci, a także poczucie odrętwienia, gdy mamy wrażenie, że nagle nas zamroziło, jakby odcięło nam zapłon.

​Sesje regulacji lęku

Od tego, w jaki sposób zarządzamy lękiem, zależy to, jak szybko lęk w nas wzrasta, jak szybko rozprzestrzenia się w ciele, jak długo trwa i jak długo opada fala lęku. Gdy na sesjach zajmujemy się lękiem, klienci edukują się w zakresie alfabetu lęku. Następnie uczą się obserwować system swoich reakcji. Takie sesje z powodzeniem odbywają się on-line, bo klienci uczą się krok po kroku być partnerami w rozpoznawaniu swojego lęku w całym organizmie.

I wtedy często pojawia się zdziwienie oraz pada pytanie – to jest lęk?? Ten nagły ucisk w głowie czy szumy w uszach to nie problem neurologiczny, tylko lęk, który zredukowaliśmy na sesjach, wyciszając objawy? To rozmycie myśli, że nagle nie pamiętamy nic, to nie jest przemęczenie albo pierwszy etap Alzheimera, tylko lęk, który zadomowił się w objawach dot. procesów percepcji?

​Przyjąć lęk na klatę!

Gdy lęk zostanie zignorowany, umysł ma do dyspozycji cały arsenał różnego rodzaju mechanizmów obronnych, żeby przetrwać ten stan i się z nim nie skonfrontować. Jest ich kilkadziesiąt i każdy z nich utrudnia nam kontakt z realną rzeczywistością i korzystanie z własnego potencjału. Bo lęk zostawiony w nas niczym osad, to jedno z głównych źródeł funkcjonowania w iluzji życia i unikania prawdy o świecie i samym sobie.

Dlatego lęk trzeba umieć przyjąć. Najpierw dobrze jest nakarmić go uwagą niczym niechciane dziecko. Powiedzieć lękowi: „Widzę Cię. Jesteś. Jesteś we mnie. Tak na razie mam i to jest ok”. Wtedy lęk znacznie rozluźnia się, odpuszcza i łagodnieje. Jakby przyłapany na gorącym uczynku pokorniał w swojej niszczycielskiej sile. Najpierw na ogół osłabia się tylko na chwilę, żeby znów wzrosnąć i włączyć w nas kolejne mechanizmy obronne. Ale świadomie krok po kroku można uczyć się nim zarządzać i wyłączać destrukcyjne obrony. A gdy nim zarządzamy, stajemy się bardziej „pojemni” na lęk. Więcej potrafimy go więcej przyjąć i odważniej żyć.

​Odwaga – sztuka panowania nad lękiem

Z odwagą żyje się łatwiej. Łatwiej sprostać wyzwaniom. Lżej funkcjonować w codzienności na sercu i na ciele. Życie jest ciekawsze i bardziej wielowymiarowe, bo mamy więcej odwagi do tego, by naprawdę doświadczać i smakować życie, by mierzyć się z wyzwaniami, by nazywać to, co trudne i sobie z tym radzić. Łatwiej nam spotykać ludzi i czerpać przyjemność z relacji. Potrafimy odważniej zbliżać się do ludzi. I do życia, którego mniej się lękamy.

Informacje dot. regulacji lęku na podstawie materiałów szkoleniowych Intensywnej Krótkoterminowej Psychoterapii Dynamicznej (ISTDP – Josette ten Have-de Labije).

Autor: Anna Meller, ufajsobie.pl – psychoterapeuta w trakcie certyfikacji, coach, trener oraz instruktor terapii tańcem. Zaprasza na sesje on-line osoby, które chcą zmienić życie na lepsze. Choć nie dawano jej wielkich szans na powrót do zdrowia i normalnego życia, poradziła sobie z poważną chorobą i teraz pomaga innym rozwijać skrzydła. Posiada zaplecze psychologiczne i psychoterapeutyczne (2200h edukacji i praktyki). Klienci mogą uczestniczyć w sesjach on-line przez Skype, bez wychodzenia z domu. Więcej na: ufajsobie.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.